wtorek, 21 marca 2017

Red Alert

Ostatni post pojawił się na blogu 19 lutego co daje nam miesiąc i jeden dzień przerwy. Miesiąc i jeden dzień bez postów, miesiąc i jeden dzień w trakcie którego napisałam kilkanaście notek i wszystkie nie opuściły, i nie wiadomo czy opuszcza, wersje robocze. Miesiąc i jeden dzień w trakcie którego kilkukrotnie podchodziłam do zdjęć i za każdym razem coś mi się w nich nie pasowało - albo nie miały klimatu, albo jakość była słaba albo zwyczajnie się sobie nie podobałam. Powiem wam szczerze - przez ten miesiąc i jeden dzień miałam okropnego dola, a to po części tez dlatego, ze nic tu nie opublikowałam.

Jeszcze miesiąc i jeden dzień temu nie miałam pojęcia, ze za trzy dni od momentu pisania tego zdania mój chłopak opuści kraj. Na ile dokładnie? Tego nikt nie wie. Kiedy się zobaczymy? Tego tez nie. Częściej niż kiedykolwiek zaczęłam pojawiać się u niego pod drzwiami bez zapowiedzi, tłumacząc to tym, ze chce spędzić z nim choć jeszcze tą chwile więcej. Jednocześnie im bliżej było wyjazdu tym bardziej coś we mnie mnie blokowało, odpychało. Było wiele kłótni, negatywnego napięcia i dni bez rozmów. Podświadomie się od niego oddalałam bo bałam się nagłego spotkania z rzeczywistością w której jego już nie będzie - będzie setki kilometrów ode mnie.

Wyczuwalnie odbiło się to na moim samopoczuciu i kreatywności. Zdania spod moich palców wychodziły opornie, nie trzeba było być odkrywca by dostrzec jak bardzo są wymuszone. Odczuły to tez moje oceny, bo choć bardzo się starałam to nie dawałam sobie rady. A w końcu poczucie bezsilności wzięło górę, przestałam nawet próbować. JA. Ja przestałam próbować, osoba która wcześniej umiała siedzieć nad książka do ostatniej chwili świadomego myślenia, ja się poddałam. Czułam się opluta przez sama siebie ale nawet gdy gdzies wewnątrz mnie głos rozsądku mówił "weź, książkę, spróbuj jeszcze raz" zaraz uciszała go moja niechęć spowodowana mnogością porażek. W końcu nie wytrzymałam. Na chwile wróciłam do siebie i wtedy przypomniałam sobie, ze kto jak nie ja da radę. Podjęłam decyzje. Zaczęłam uczyć się nawet w pracy.

I wtedy on powiedział stop - mój organizm już nie wytrzymał. Od dawna dawał mi znać, ze powinnam wreszcie odpocząć ale sukcesywnie go ignorowałam i starałam się tego nie widzieć. Bo przyznanie się do słabości byłoby dla mnie jak wymówka a ja ich nie stosuje. Do czasu. Do feralnego wtorku gdy od momentu gdy otworzyłam oczy uderzył mnie świdrujący ból głowy. Starałam się go zignorować i poszłam do szkoły i tak. Zawaliłam. Zawaliłam kolejne zaliczenie z matematyki. Zdołowało mnie to do tego stopnia, że oczy zaszły mi łzami i chciałam zostać sama a ból w głowie się nasilił. Wtedy przyznałam racje swojemu własnemu organizmowi - przesadziłam. Powinnam odpocząć. Wróciłam do domu i... przespałam kolejne 11 godzin.

Dopiero w ten weekend, po czterech miesiącach bez dnia przerwy wzięłam wolne. M z okazji wyjazdu wynajął moje wymarzone mieszkanie. Wreszcie odpoczęłam, wreszcie spędziłam sobotę bez  stresu, ze na 20.30 znów muszę być w pracy, ładnie wyglądać, dać sobie radę ze zmęczeniem i wchodzić w interakcje z niekoniecznie przyjaźnie nastawionymi do mnie ludźmi (nie mówię, ze każdy taki jest - tym który obdarzyli mnie chociaż jednym serdecznym uśmiechem dziękuje z całego serca za odrobinę wyrozumiałości). Wreszcie miałam czas - dla siebie, dla niego, na poukładanie sobie tego wszystkiego w głowie, na pogodzenie się z rzeczywistością.

"Red alert" to tytuł nie przypadkowy. Moje wnętrze już dawno włączyło czerwony alarm który ja umyślnie zignorowalam i ignorowałam go aż do punktu krytycznego gdy zwyczajnie opadłam już z sił. Chce wam tylko na koniec powiedzieć, byście nigdy nie zabrnęli w tak martwy punkt. Ta cała pechowa sytuacja nauczyła mnie jednego - czasem odpoczynek nie jest wymówka i każdy kto ciężko pracuje na niego zasługuje. Kazdy z nas jest inny, każdy ma inny limit i nie możemy, już nie nie powinniśmy, my zwyczajnie nie możemy mierzyć innych swoją miara.









velvet dress - *CLICK*
shoes - Reserved 
Place: Opera i Filharmonia podlaska 

Koniecznie napiszcie w komentarzu co myślicie o zdjęciach! Sporo się zmieniło i staraliśmy też wzbogacić nasz "warsztat". Jestem ciekawa waszych opinii :)

YOUTUBE  I  INSTAGRAM  I  ASK I VINTED

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka