wtorek, 19 kwietnia 2016

Sephora promo HAUL

Chciałam się na wstępie pochwalić, że jest Was tu już 150 ale ktoś mnie kurcze odobserwował i zniszczył mi wstęp. No dobra, czyli muszę przejść od razu do rzeczy. Ostatni houl przyjęliście świetnie więc tym razem zmieniam lekko tematykę, bo kosmetyki ofc /moja życiowa miłość/, i zobaczymy jak będzie z dzisiejszym postem. Kto od wczoraj był w galerii zapewne wie, iż Sephora stworzyła cudowną promocję "wymień stare na nowe". W całej akcji chodzi o to by oddać jakiś zużyty produkt ich marki a w nagrodę otrzymać 40% zniżki na kolorówkę. Aż mi się cieplutko na sercu zrobiło bo akurat skończył mi się podkład... i wróciłam z dwoma... i nie tylko.






























Czuję się jak dumna mama a jedyne co w tym wszystkim osiągnęłam to zaoszczędzenie jakichś 100 zł na dwóch podkładach i pędzlu. W każdym razie przez te zakupy tak mi się namnożyło produktów do twarzy, że musiałam je wszystkie gdzieś przenieść i zajęły całą szufladkę.

Blending Brush No. 73


Dotąd używałam puchatego pędzla z Inglotu (a?) ale był tak ogromny, że za jednym dotknięciem pokrywał mi całe oko. Blednowanie wychodziło ale było sporo poprawiania. Znalazłam jego mniejszą wersję która, kto by się spodziewał, też była za duża. W Sephorze zobaczyłam ten malutki, zarówno jeśli chodzi o długość i wielkość główki, pędzelek do cieni i w sumie byłam już przekonana. Jest zabójczo mięciusi, pięknie blenduje i nie jestem do końca pewna czy włosie nie jest przypadkiem naturalne. Bez promocji kosztuje 35 zł więc o ponad 10 zł mniej niż jego Inglotowy brat. Jedyny bardziej zauważalny minus to długość ale czego się nie robi, chyba muszę się przyzwyczaić.


Problem z dobieraniem mi pędzli jest taki, że nic mi nie pasuje. Albo za długie, albo za krótkie. Krótkim nie rozblędujesz a długim namaziasz. Z dwojga złego wolę długie.



Compact Foundation "lin linen" 

Nie pamiętam jak trafiłam na kompakty ale to już moje drugie opakowanie - pierwsze, zużyte oddałam by otrzymać rabat. Z tego co zauważyłam to mało osób o nich pisze więc przybliżę Wam trochę istotę tego kosmetyku. Podkład w kompakcie wygląda jak prasowany puder z tą tylko różnicą, że ma dużo, dużo mocniejsze krycie za to jest o wiele lżejszy od normalnego podkładu. W zasadzie ma same plusy bo może służyć i jako samodzielny podkład i jako dodatek już po nałożeniu pierwszego i korektora dla dodatkowego krycia. Ten z Sephory absolutnie mnie zabił właśnie przez to krycie - mam fioletowe zasinienia pod oczami a przy nim znikają bez śladu. Może i używania go trzeba się nauczyć ale o tym mogę zrobić oddzielny post, ofc jeśli chcecie /podzielcie się w komentarzu!/ 
Kosmetyk ma jeszcze jedną ogromną zaletę której nie mogę mu podarować - piękne, minimalistyczne opakowanie z lusterkiem i gąbeczką. Po prostu go kocham. Lin Linen jest najjaśniejszym kolorem i blade osoby mogą mieć trochę problemów z doborem wersji dla siebie - lin linen jest lekko żółtawy a bodajże No. 20 jest różowy. Sephora ma swój odpowiednik dla na prawdę jasnych osób z tym, że bez lusterka i w innym opakowaniu. Stała cena to 59 zł. 


Cream Foundation 10H "clair light"

Inglot przez długi czas był moją ulubioną firmą więc "mokry" podkład też miałam od nich. Ale no, po roku się kończy - kto by się spodziewał. A ja jestem zakupocholiczką i wiedząc, że jest promocja zapytałam też o ten kosmetyk. Doradzono mi ten oto specyfik jako że mam tłustą cerę - ufam konsultantce ale nie wiem co wyjdzie. Robiłam jedynie testy na rękach, szyi i żuchwie i jestem aktualnie mocno zakochana. Sprawdził się lepiej niż Pro Longwear z MAC a jest o połowę tańszy. Konsystencja śmietany, lekki ale przyjemny zapach, mocne lub bardzo mocne krycie (zakrył bliznę na ręce koleżanki) a do tego niesamowicie nawilża i nasze łapki były po testach jak po parafinie. Dalej również same plusy - jedna dość słaba pompka i cała dłoń pokryta a do tego dozownik, no właśnie pompka którą uwielbiam bo nie dość, że ma przyjemny pod palec kształt to jest higieniczna. Cena taka sama jak wyżej czyli 59 zł i jak za tą cenę - uwierzcie, warto. A no i jak mogłabym nie wspomnieć - solidne, szklane opakowanie, nie zdziwiłabym się jakby kosztował więcej za sam pakunek.



Nie kupiłam, i bardzo żałuję, eyelinera w słoiczku. Nie wiem dlaczego ale Sephora chyba w ogóle nie ma takiej wersji w asortymencie bo przekopałam cały sklep. W każdym razie większość potrzeb zaspokoiłam choć lista jeszcze długa. Po eyeliner muszę się więc wybrać do Inglota.

Jeśli czegoś potrzebujecie - lećcie do waszej lokalnej drogerii i dajcie się ponieść zakupowemu szałowi a mi w komentarzach polećcie jeszcze jakieś produkty z ich linii!
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka