In

Sephora promo HAUL

Chciałam się na wstępie pochwalić, że jest Was tu już 150 ale ktoś mnie kurcze odobserwował i zniszczył mi wstęp. No dobra, czyli muszę przejść od razu do rzeczy. Ostatni houl przyjęliście świetnie więc tym razem zmieniam lekko tematykę, bo kosmetyki ofc /moja życiowa miłość/, i zobaczymy jak będzie z dzisiejszym postem. Kto od wczoraj był w galerii zapewne wie, iż Sephora stworzyła cudowną promocję "wymień stare na nowe". W całej akcji chodzi o to by oddać jakiś zużyty produkt ich marki a w nagrodę otrzymać 40% zniżki na kolorówkę. Aż mi się cieplutko na sercu zrobiło bo akurat skończył mi się podkład... i wróciłam z dwoma... i nie tylko.






























Czuję się jak dumna mama a jedyne co w tym wszystkim osiągnęłam to zaoszczędzenie jakichś 100 zł na dwóch podkładach i pędzlu. W każdym razie przez te zakupy tak mi się namnożyło produktów do twarzy, że musiałam je wszystkie gdzieś przenieść i zajęły całą szufladkę.

Blending Brush No. 73


Dotąd używałam puchatego pędzla z Inglotu (a?) ale był tak ogromny, że za jednym dotknięciem pokrywał mi całe oko. Blednowanie wychodziło ale było sporo poprawiania. Znalazłam jego mniejszą wersję która, kto by się spodziewał, też była za duża. W Sephorze zobaczyłam ten malutki, zarówno jeśli chodzi o długość i wielkość główki, pędzelek do cieni i w sumie byłam już przekonana. Jest zabójczo mięciusi, pięknie blenduje i nie jestem do końca pewna czy włosie nie jest przypadkiem naturalne. Bez promocji kosztuje 35 zł więc o ponad 10 zł mniej niż jego Inglotowy brat. Jedyny bardziej zauważalny minus to długość ale czego się nie robi, chyba muszę się przyzwyczaić.


Problem z dobieraniem mi pędzli jest taki, że nic mi nie pasuje. Albo za długie, albo za krótkie. Krótkim nie rozblędujesz a długim namaziasz. Z dwojga złego wolę długie.



Compact Foundation "lin linen" 

Nie pamiętam jak trafiłam na kompakty ale to już moje drugie opakowanie - pierwsze, zużyte oddałam by otrzymać rabat. Z tego co zauważyłam to mało osób o nich pisze więc przybliżę Wam trochę istotę tego kosmetyku. Podkład w kompakcie wygląda jak prasowany puder z tą tylko różnicą, że ma dużo, dużo mocniejsze krycie za to jest o wiele lżejszy od normalnego podkładu. W zasadzie ma same plusy bo może służyć i jako samodzielny podkład i jako dodatek już po nałożeniu pierwszego i korektora dla dodatkowego krycia. Ten z Sephory absolutnie mnie zabił właśnie przez to krycie - mam fioletowe zasinienia pod oczami a przy nim znikają bez śladu. Może i używania go trzeba się nauczyć ale o tym mogę zrobić oddzielny post, ofc jeśli chcecie /podzielcie się w komentarzu!/ 
Kosmetyk ma jeszcze jedną ogromną zaletę której nie mogę mu podarować - piękne, minimalistyczne opakowanie z lusterkiem i gąbeczką. Po prostu go kocham. Lin Linen jest najjaśniejszym kolorem i blade osoby mogą mieć trochę problemów z doborem wersji dla siebie - lin linen jest lekko żółtawy a bodajże No. 20 jest różowy. Sephora ma swój odpowiednik dla na prawdę jasnych osób z tym, że bez lusterka i w innym opakowaniu. Stała cena to 59 zł. 


Cream Foundation 10H "clair light"

Inglot przez długi czas był moją ulubioną firmą więc "mokry" podkład też miałam od nich. Ale no, po roku się kończy - kto by się spodziewał. A ja jestem zakupocholiczką i wiedząc, że jest promocja zapytałam też o ten kosmetyk. Doradzono mi ten oto specyfik jako że mam tłustą cerę - ufam konsultantce ale nie wiem co wyjdzie. Robiłam jedynie testy na rękach, szyi i żuchwie i jestem aktualnie mocno zakochana. Sprawdził się lepiej niż Pro Longwear z MAC a jest o połowę tańszy. Konsystencja śmietany, lekki ale przyjemny zapach, mocne lub bardzo mocne krycie (zakrył bliznę na ręce koleżanki) a do tego niesamowicie nawilża i nasze łapki były po testach jak po parafinie. Dalej również same plusy - jedna dość słaba pompka i cała dłoń pokryta a do tego dozownik, no właśnie pompka którą uwielbiam bo nie dość, że ma przyjemny pod palec kształt to jest higieniczna. Cena taka sama jak wyżej czyli 59 zł i jak za tą cenę - uwierzcie, warto. A no i jak mogłabym nie wspomnieć - solidne, szklane opakowanie, nie zdziwiłabym się jakby kosztował więcej za sam pakunek.



Nie kupiłam, i bardzo żałuję, eyelinera w słoiczku. Nie wiem dlaczego ale Sephora chyba w ogóle nie ma takiej wersji w asortymencie bo przekopałam cały sklep. W każdym razie większość potrzeb zaspokoiłam choć lista jeszcze długa. Po eyeliner muszę się więc wybrać do Inglota.

Jeśli czegoś potrzebujecie - lećcie do waszej lokalnej drogerii i dajcie się ponieść zakupowemu szałowi a mi w komentarzach polećcie jeszcze jakieś produkty z ich linii!

Read More

Share Tweet Pin It +1

0 Comments

In

Music Festival look.


O mój boże! Tak to ja, dzień dobry. Zrobiłam sobie tygodniową przerwę ale już wracam, właściwie - już jestem z powrotem i posty znów będą pojawiać się swoim naturalnym tempem. Może nawet i dwa w tygodniu /bo mam pomysły/. Zapewne większość z Was chciałaby już przejść do samej treści lub zdjęć ale ja się jeszcze potłumaczę. Ogólnikowo rzecz biorąc byłam na koncercie co zajęło mi jeden weekend w trakcie którego piszę. Po powrocie trochę umarłam z depresji pokoncertowej, dalej jest mi dziwnie nieswojo. Jak to już setki tysięcy razy pisałam moje zdrowie kocha wszystkich więc z tej tęsknoty się pochorowałam i nie miałam głowy do pracy. O i po drodze zepsułam telefon więc większość moich myśli krążyła wokół tematu "co by tu zrobić". No dobra koniec. Poużalałam się. Teraz do sedna.

W poprzednim poście napisałam, że jadę na koncert - koncert się skończył a ja się nie otrząsnęłam. Hollywood Undead należy do moich ulubionych teamów i okazja zobaczenia ich na żywo po całych 5 latach słuchania audio wywróciła moje życie do góry nogami. Wprawdzie to nie pierwsza taka impreza w której brałam udział ale pierwsza zespołu na którym na prawdę mi zależało. Sam wyjazd udał się nam perfekcyjnie - byłam ze swoim chłopakiem i dwiema znajomymi, na hali, jak zawsze, poznałam całą masę świetnych ludzi i co najważniejsze - trzymałam pałeczkę! Tą od perkusji. Nie ja ją złapałam ale dostałam do potrzymania - wielkoduszność ludzi mnie zadziwia.

Na tego typu imprezach ważna jest swoboda, komfort ale łatwo się też przegrzać więc grube ciuchy odpadają. Ubrania które chciałam Wam tu pokazać pojawiły się już w poście niżej. Lekko obcisła koszulka z rozpinaną szyją, wygodne, krótkie spodenki - nic nigdzie nie krępuje, nie grzeje i można spokojnie skakać. Festivale muzyczne są jedną z najlepszych rzeczy na jakie można zaprzepaścić pieniądze i ogromnie to każdemu polecam. Zostałam zainspirowała rosnącym ostatnio w siłę nurtem grunge i jakoś tak na wiosnę mam ochotę powrócić do korzeni i starych stylizacji. A te z kolei kojażą mi się z lekko niechlujnym makijażem w kolorach brązów i czerni oraz ciemnymi ustami.
W komentarzach pod postem o szmince Ariany Grande -> klik <- licznie prosiliście o swatch jej koloru ale zdjęcia nie pasowały mi do wyglądu całej notki. Na zdjęciach niżej jest właśnie owa szminka M.A.C + pomarańczowo - brązowy makijaż!





top - Stradivarius/ shorts - I stole my mom 

You can make similar outfit using:


Wraz z firmą BANGGOOD wpadłam na pomysł by pod każdą swoją stylizacją zostawić Wam listę rzeczy w które możecie się zaopatrzyć próbując stworzyć coś podobnego! No i oczywiście wybrałam dla Was kilka ekstra dodatków! 

1. black cut blouse // 2. black regular boots // 3. vintage shorts // 4. buckle boots // 5. lace zipper blouse

Read More

Share Tweet Pin It +1

0 Comments

In

Undercut


Napiszę to na wstępie, bo pewnie nikt z Was nie ma w domu okien - jest wiosna. A jak już poznaliśmy ten ważny fakt przejdźmy dalej. Wszystko robi się przyjemniejsze, słoneczko świeci, wieje lekki, ciepły wiaterek, pary pojawiają się na mieście jak ślimaki po deszczu oraz wszyscy grupowo mają ochotę opuścić szkołę o godzinie dwunastej - co zresztą ja niechlubnie uskuteczniam. Dla mnie wiosna, jak zawsze, oznacza wcielenie w życie planów z zimy i jesieni kiedy to byłam zbyt miękką kluchą by je zrealizować a ładna pogoda daje mi niezły zastrzyk energii, kopa czy jak to tam nazywacie.

Bodajże w połowie zimy zobaczyłam na głowie pewnej amerykańsko-azjatyckiej yutuberki undercut i od tamtego czasu chodził za mną jak cień, a byłam jeszcze wtedy blondynką. Połowicznie zdecydowałam, że będzie jedną z moich włosowych przemian o których tak trąbiłam. Włosy ufarbowałam a jak głowy nie ogoliłam tak była. Wszyscy mi tego odradzali bo a - masz za mało włosów, b - masz cienkie włosy, c - masz jasne włosy, d - to mało dziewczęce/eleganckie, mogę tak w nieskończoność. Ja jak na mnie przystało, nigdy nie słucham nikogo i kompletnie spontanicznie poszłam się umówić do ulubionego salonu. Jutro wyjeżdżam do Warszawy na koncert i chciałam by tam wszystko wyglądało perfekcyjnie.
A WŁAŚNIE - JAKBY KTOŚ CHCIAŁ MNIE SPOTKAĆ - 3/4 KWIETNIA JESTEM W WARSZAWIE, GŁÓWNIE W CENTRUM, ZŁOTE TARASY, DWORZEC CENTRALNA I KONCERT W STODOLE!

Faktycznie włosy mam cienkie ale za nic nie można mi zarzucić, że mam ich mało, oczywiście są też jasne, tego nie zaprzeczę. Dlatego trzeba wybrać dobrego fryzjera który nie zrobi byleby zrobić i zarobić a takiego który jeśli to zły pomysł - odradzi. Mi nie odradzono a wręcz przeciwnie - kobieta usiała ze mną, wyrysowała kształty ścięć które by mi pasowały i wysokość dzięki której nie przerzedziłabym sobie włosów. Wspólną drogą doszłyśmy do kształtu trójkąta skierowanego w górę o wysokości jakichś 2/3 cm.
Przyznam szczerze, że serduszko mnie ścisnęło gdy odcięła mi wybrane pasmo, dwa lata zapuszczania robi swoje. Przez te mozolne 2 lata udało mi się je odbudować i zapuścić ponad 20 cm, nigdy ich nawet nie podcięłam /co było błędem ale było mi tak żal/.

Undercut jest o tyle fajną sprawą, że umieszczony jest pod włosami i nie zawsze musi być widoczny, jego pokazanie zależy od naszego "widzi mi się" i upięcia. W tym wszystkim jest znacznie milszy w utrzymaniu niż wygolony bok - gdy nie ma się czasu lecieć do fryzjera by ściąć odrosty - po prostu nie wiążemy włosów, nie pasuje do stroju - również a jak nam się znudzi i chcemy odhodować - dokładnie ten sam schemat. Ja zdecydowałam się głównie z walorów estetycznych. Odkąd używam jantaru mam masę babyhair które są sporo krótsze od moich naturalnych włosów i nie łapią się w upięcia lub łatwo z nich wypadają po czym wszystko wygląda niechlujnie i trzeba to ciągle poprawiać. Teraz takiego problemu po prostu już nie mam.


Niczego nie żałuję - od wyjścia od fryzjera czuję się ze sobą dużo lepiej i jestem strasznie zadowolona. Wiem, że nadam temu elegancji - muszę się tylko nauczyć. Póki co ścięcie jest świeże ale pokochałam je jak swoje dziecko i oczywiście ciągle smyram te krótkie włoski /no - nie tylko ja/.



Read More

Share Tweet Pin It +1

0 Comments