wtorek, 9 lutego 2016

It's close to most important fate in all year


Pisząc tego posta jest wtorek. Drugi dzień tygodnia, tygodnia w którym wróciłam do szkoły po feriach. Nie wiem czy wy też tak macie ale uroczyście na pierwszy dzień dorzucili mi materiału jak za przynajmniej dwa tygodnie. Czuję, że wykorzystałam już cały zapas zmęczenia przeznaczony na te półrocze. Wczoraj mój dzień skończył się o północy odrabiając matematykę a dzisiejszy - zaczął o piątej. Pięć godzin snu zdrowe nie jest i nie sprawia, że wyglądamy dobrze.

Jednak mimo to poza tym leniuchowaniem wewnątrz przeszłam chyba na wyższy poziom umiejętności makijażowych bo na wejściu usłyszałam, oczywiście z nutą porządnego zdziwienia, "Gabryśka ty dziś wyglądasz jak człowiek! I to całkiem spoko człowiek". To wszystko przez to , że zazwyczaj we wtorki przychodzę do szkoły martwa we "wtorkowej bluzie" czyt. ciepłej i miłej bluzie która choć trochę minimalizuje wewnętrzną śmierć spowodowaną szatańską godziną czyli ósmą rano. 

Wszyscy ostatnio, na każdym możliwym portalu, żyją walentynkami no to nie będę gorsza i również wstawię swój walentynkowy outfit. Jak można bez wysiłku zauważyć nie ma w nim ani czerwieni, ani różu ani też serduszek - słowem nie ma nic co kojarzy się powszechnie ze świętem zakochanych. 
Jest za to szarość, czerń i urocza torebka a na oczach matowe brązy. Nie od dziś wiadomo, że u mnie jest trochę inaczej, no i źle wyglądam w czerwieni - chyba, że mowa o tej na ustach. Ale czego można się spodziewać po dziewczynie która na Walentynkową randkę zamiast komedii romantycznej ma bilety na premierę filmu o najbardziej chamskim i niewychowanym bohaterze Marvela. 






sweater - thift shop/skirt - thift shop 


A teraz lecę pakować prezenty urodzinowe dla chłopca. Baj! 

Snap: bubunekomura
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka