In

eyebrows


Postów ze stylizacjami pewien czas nie będzie. Nie mam tu na myśli miesiąca czy dwóch. Chodzi mi raczej o tydzień lub dwa. Przybija mnie nieco ten fakt bo głównie dla takich wpisów wróciłam. Jednak duża dawka zaliczeń, stresu i problemów z jedzeniem /spowodowanych obowiązkami/ obniżyły moją odporność a pogoda jak na złość ciągle się waha. Nie wyglądam ani nie czuję się zbyt wyjściowo a nie chcę Wam pokazywać czegoś od czego sami poczulibyście się chorzy. Mam nadzieję, że drobna dawka postów beauty wynagrodzi straty i wybroni mnie nieco przed społecznym niezadowoleniem. Choć przed własnym będzie ciężko. 

W którymś ze wcześniejszych postów, na końcu, zapytałam jakie wpisy chcielibyście przeczytać. Czy nie wpleść w to wszystko drobnej dawki urody. Zdecydowana większość komentarzy opiewała nad włączeniem takich notek a zwłaszcza na temat moich brwi. Dlatego też dzisiaj przychodzę ze zdjęciami które zrobiłam jakiś czas temu /gdy nie byłam jeszcze chora/ i podejmę wymagającą próbę pokazania jak ja to robię. 


What I need: 
~Pędzle od  Bling /albo inne pędzle ale polecam/
-ścięty do brwi
-malutki do cieni/płynnych kosmetyków
-czesadełko
~Cień do powiek Colour Tattoo od Maybelline (Vintage Plum)
~Cień do brwi Inglot 
~Brązowy tusz do brwi 
~Randomowy korektor w bardzo jasnym odcieniu (na zdjęciu Bell Multi Mineral 01)

Jeśli chodzi o "składniki" to owszem - używam tych wszystkich rzeczy na raz. 

Na pierwszy ogień cień Colour Tattoo. I teraz pytanie - dlaczego filetowy. Właściwie tylko dlatego, że taki miałam w domu i stwierdziłam, że to właśnie na nim zbuduję swoje brwi.
Pierwszą rzeczą którą robię jest stworzenie ich kształtu. Jeśli uważnie się przyjrzycie zauważycie, że moje brwi to tylko nierówne włoski które bez malowania wcale nie przypominają tego ważnego elementu naszej buzi. Jest tak gdyż jakiś rok temu jeszcze ich nie miałam - były zgolone do połowy  i dorysowywane.


Cień "Vintage Plum" jest bardzo jasny. By nie wyglądać śmiesznie, a dobrą bazę mamy już zrobioną, na ten lekki fiolet kładę bardzo ciemny brąz z Inglota. Taka sama technika - zaczynam od środka od dolnej linii nadając kształt i dalej w stronę końcówki. Najjaśniejsza część na koniec. Co do dozowania ilości to w obu krokach jest tak samo - najwięcej na końcówce, normalna dawka na środku i same resztki pozostałe na pędzlu na początek. 


Ładny kształt już mamy, kolor też jest spoko. Czas tylko nadać im "naturalności". Moje brwi mają to do siebie, że z samymi cieniami wyglądają bardzo sztucznie. Dlatego, choć brzmi to dziwnie, używam maskary do brwi w odcieniu sporo jaśniejszym niż to co przed chwilą namalowałam. W ten sposób z daleka nie wyglądają tak płasko a włoski trzymają się w żądanej pozycji. Tip: Nie nakładam maskary na najjaśniejszą część brwi - ląduje tylko na końcówce i środku. 


Ostatnim elementem jest nadanie mojej twarzy i oczom przejrzystości. Kładąc bardzo jasny korektor pod całą długością brwi rozświetlam okolice łuku brwiowego, wyrównuję kształt tego co namalowałam, otwieram i podnoszę swoje spojrzenie oraz poprawiam matowo brązowy makijaż z którym rozświetlacz ładnie się stapia i pięknie blęduje zyskaną już formę.


I to by było na tyle w kwestii moich brwi. Wbrew pozorom zrobienie ich zajmuje mi nie więcej niż 2 minuty. Aha, prawie bym zapomniała Tip x2 - po każdym kroku brwi przeczesuję grzebyczkiem z pierwszej fotografii. To tak w gwoli ścisłości, by wszystko miało ładny, miękki wygląd. 


Ja teraz mykam uczyć się matematyki i kurować a Was zostawiam z, mam nadzieję, miłą lekturą. Pa!

Related Articles