In

Back to Basics


Czuję się dziwnie z tym, że w ostatnim poście nastraszyłam Was, iż żadnych zdjęć przez jakiś czas nie będzie. Wolna środa /nie bierzcie ze mnie przykładu, proszę/ dała mi możliwość powrotu do zdrowia a dzięki mamie która zabrała mnie na zakupy - wrócił mi dobry humor i znów byłam w nastroju do focenia. W międzyczasie próbowałam stworzyć post o makijażu ale z tak niewyjściową twarzą jaką wtedy miałam mi to nie wychodziło. Od nowego tygodnia zabieram się do pracy! Mam nadzieję, że tym razem nie spadnie mi na głowę multum zaliczeń, choróbsk i innych głupot. Póki co jestem na dobrej drodze.

Z ciekawszych rzeczy kojarzących mi się z tym outfitem jest moje ciągłe i namiętne czytanie Dantego w miejskiej komunikacji. Staję się wtedy atrakcją autobusu i przysłowiowym dziwadłem. W gruncie rzeczy wcale mi to nie przeszkadza bo wewnętrznie czuję gdy ktoś na mnie spogląda. W myślach stawiam przed sobą lustro i patrzę na różowowłosego karzełka w dziwnych ubraniach, ze zgrabnie założoną nóżką na nóżkę i poematem w dłoni.






sweater&jeans&bag - Stradivarius/shoes - H&M

Read More

Share Tweet Pin It +1

0 Comments

In

eyebrows


Postów ze stylizacjami pewien czas nie będzie. Nie mam tu na myśli miesiąca czy dwóch. Chodzi mi raczej o tydzień lub dwa. Przybija mnie nieco ten fakt bo głównie dla takich wpisów wróciłam. Jednak duża dawka zaliczeń, stresu i problemów z jedzeniem /spowodowanych obowiązkami/ obniżyły moją odporność a pogoda jak na złość ciągle się waha. Nie wyglądam ani nie czuję się zbyt wyjściowo a nie chcę Wam pokazywać czegoś od czego sami poczulibyście się chorzy. Mam nadzieję, że drobna dawka postów beauty wynagrodzi straty i wybroni mnie nieco przed społecznym niezadowoleniem. Choć przed własnym będzie ciężko. 

W którymś ze wcześniejszych postów, na końcu, zapytałam jakie wpisy chcielibyście przeczytać. Czy nie wpleść w to wszystko drobnej dawki urody. Zdecydowana większość komentarzy opiewała nad włączeniem takich notek a zwłaszcza na temat moich brwi. Dlatego też dzisiaj przychodzę ze zdjęciami które zrobiłam jakiś czas temu /gdy nie byłam jeszcze chora/ i podejmę wymagającą próbę pokazania jak ja to robię. 


What I need: 
~Pędzle od  Bling /albo inne pędzle ale polecam/
-ścięty do brwi
-malutki do cieni/płynnych kosmetyków
-czesadełko
~Cień do powiek Colour Tattoo od Maybelline (Vintage Plum)
~Cień do brwi Inglot 
~Brązowy tusz do brwi 
~Randomowy korektor w bardzo jasnym odcieniu (na zdjęciu Bell Multi Mineral 01)

Jeśli chodzi o "składniki" to owszem - używam tych wszystkich rzeczy na raz. 

Na pierwszy ogień cień Colour Tattoo. I teraz pytanie - dlaczego filetowy. Właściwie tylko dlatego, że taki miałam w domu i stwierdziłam, że to właśnie na nim zbuduję swoje brwi.
Pierwszą rzeczą którą robię jest stworzenie ich kształtu. Jeśli uważnie się przyjrzycie zauważycie, że moje brwi to tylko nierówne włoski które bez malowania wcale nie przypominają tego ważnego elementu naszej buzi. Jest tak gdyż jakiś rok temu jeszcze ich nie miałam - były zgolone do połowy  i dorysowywane.


Cień "Vintage Plum" jest bardzo jasny. By nie wyglądać śmiesznie, a dobrą bazę mamy już zrobioną, na ten lekki fiolet kładę bardzo ciemny brąz z Inglota. Taka sama technika - zaczynam od środka od dolnej linii nadając kształt i dalej w stronę końcówki. Najjaśniejsza część na koniec. Co do dozowania ilości to w obu krokach jest tak samo - najwięcej na końcówce, normalna dawka na środku i same resztki pozostałe na pędzlu na początek. 


Ładny kształt już mamy, kolor też jest spoko. Czas tylko nadać im "naturalności". Moje brwi mają to do siebie, że z samymi cieniami wyglądają bardzo sztucznie. Dlatego, choć brzmi to dziwnie, używam maskary do brwi w odcieniu sporo jaśniejszym niż to co przed chwilą namalowałam. W ten sposób z daleka nie wyglądają tak płasko a włoski trzymają się w żądanej pozycji. Tip: Nie nakładam maskary na najjaśniejszą część brwi - ląduje tylko na końcówce i środku. 


Ostatnim elementem jest nadanie mojej twarzy i oczom przejrzystości. Kładąc bardzo jasny korektor pod całą długością brwi rozświetlam okolice łuku brwiowego, wyrównuję kształt tego co namalowałam, otwieram i podnoszę swoje spojrzenie oraz poprawiam matowo brązowy makijaż z którym rozświetlacz ładnie się stapia i pięknie blęduje zyskaną już formę.


I to by było na tyle w kwestii moich brwi. Wbrew pozorom zrobienie ich zajmuje mi nie więcej niż 2 minuty. Aha, prawie bym zapomniała Tip x2 - po każdym kroku brwi przeczesuję grzebyczkiem z pierwszej fotografii. To tak w gwoli ścisłości, by wszystko miało ładny, miękki wygląd. 


Ja teraz mykam uczyć się matematyki i kurować a Was zostawiam z, mam nadzieję, miłą lekturą. Pa!

Read More

Share Tweet Pin It +1

0 Comments

In

Nice girls wear pink



Każde uzależnienie jest złe. I to wiemy wszyscy. Dlatego zrobiło mi się okropnie smutno gdy odkryłam, że trochę się ostatnio uzależniłam od kupowania. Każdy pobyt w galerii/drogerii/sklepie kończył się tym samym - tysiącem rzeczy przy kasie. Było to po części spowodowane tym, iż nie miałam przez ten długi czas żadnych poważnych wydatków i mogłam sobie pozwolić na branie tego na co miałam ochotę. W końcu mojego budżetu nikt prócz mnie nie kontroluje. No właśnie ja też zapomniałam o kontrolowaniu samej siebie i stanu swojej karty.
Zdałam sobie z tego sprawę teraz - gdy mój laptop zaczął szwankować i dał znać, że chyba czas się rozstać. Na szczęście /ku memu własnemu zdziwieniu/ udało mi się ostatnio wstąpić do Hebe po maskę do włosów i wyjść tylko z maską do włosów. Trochę mi to zajęło, kilka razy się po coś wracałam ale finalnie zwyciężyłam.

Jeśli ktoś z Was zastanawia się co zrobić z wolnym czasem to idźcie na "Deadpoola". Na taki właśnie film zostałam zabrana w walentynkowy wieczór. Czekałam na niego od pierwszego zwiastunu piszcząc na widok ożywionego Wayda jak nastolatki przed idolami /by było śmieszniej przed idolami nie piszczę/. Mój chłopiec zna mnie tak dobrze, że nawet nie proponował jakiegoś wyciskacza łez. No dobra sam chciał zobaczyć ten film. By wspomnieć o pozostałych walentynkowych atrakcjach, no bo jakby tego nie zrobić - toż to blogowa atrakcja teraz, to resztę dnia przeiuchowaliśmy. Jak zawsze w ważne dni, nie ważne czy to rocznica, urodziny czy sylwester - my zawsze leżymy, oglądamy filmy i jemy jakieś dobre rzeczy. 

Czy ktoś z tu licznie zebranych tak samo jak ja podziela zamiłowanie do odwiedzania kina? Zdążyłam już obskoczyć większość ciekawych premier. "Star Wars", "Sherlock", "Deadpool". Szykuje się "Suicide Squad". Ominęła mnie niestety przyjemność zobaczenia "Nienawistnej ósemki" ale cóż - nadrobię to czymś innym. Zrozpaczona ostatnim brakiem frekwencji w teatrze dostałam miłą obietnicę zostania zabraną na jakiś spektakl. 







sweater- DIY/ backpack - Ebay
Jeśli ktoś z Was chce napisać w komentarzu, że dwa zdjęcia są zanieczyszczone to oczywiście nie bronię ale ja zdaję sobie z tego sprawę. Wstawiłam je bo uważam, że są ładne i staram się wyleczyć mój psychiczny perfekcjonizm. 

Read More

Share Tweet Pin It +1

0 Comments

In

It's close to most important fate in all year


Pisząc tego posta jest wtorek. Drugi dzień tygodnia, tygodnia w którym wróciłam do szkoły po feriach. Nie wiem czy wy też tak macie ale uroczyście na pierwszy dzień dorzucili mi materiału jak za przynajmniej dwa tygodnie. Czuję, że wykorzystałam już cały zapas zmęczenia przeznaczony na te półrocze. Wczoraj mój dzień skończył się o północy odrabiając matematykę a dzisiejszy - zaczął o piątej. Pięć godzin snu zdrowe nie jest i nie sprawia, że wyglądamy dobrze.

Jednak mimo to poza tym leniuchowaniem wewnątrz przeszłam chyba na wyższy poziom umiejętności makijażowych bo na wejściu usłyszałam, oczywiście z nutą porządnego zdziwienia, "Gabryśka ty dziś wyglądasz jak człowiek! I to całkiem spoko człowiek". To wszystko przez to , że zazwyczaj we wtorki przychodzę do szkoły martwa we "wtorkowej bluzie" czyt. ciepłej i miłej bluzie która choć trochę minimalizuje wewnętrzną śmierć spowodowaną szatańską godziną czyli ósmą rano. 

Wszyscy ostatnio, na każdym możliwym portalu, żyją walentynkami no to nie będę gorsza i również wstawię swój walentynkowy outfit. Jak można bez wysiłku zauważyć nie ma w nim ani czerwieni, ani różu ani też serduszek - słowem nie ma nic co kojarzy się powszechnie ze świętem zakochanych. 
Jest za to szarość, czerń i urocza torebka a na oczach matowe brązy. Nie od dziś wiadomo, że u mnie jest trochę inaczej, no i źle wyglądam w czerwieni - chyba, że mowa o tej na ustach. Ale czego można się spodziewać po dziewczynie która na Walentynkową randkę zamiast komedii romantycznej ma bilety na premierę filmu o najbardziej chamskim i niewychowanym bohaterze Marvela. 






sweater - thift shop/skirt - thift shop 


A teraz lecę pakować prezenty urodzinowe dla chłopca. Baj! 

Snap: bubunekomura

Read More

Share Tweet Pin It +1

0 Comments

In

Vans & Zalando - first impression


Od kiedy wróciłam do publikowania tu postów nie napisałam żadnej recenzji. Namawialiście mnie do tego gdy zapytałam Was czy nie powinny się tu pojawić jakieś inne notki niż outfity z przemyśleniami. Dlatego gdy otwierałam drzwi kurierowi a raczej kurierce wiedziałam, że tą paczkę mogę wykorzystać. Z firm jak ta nigdy nie korzystałam. Zalando nie wzbudzało we mnie zaufania. Ale dopiero u nich, bo nawet oficjalna strona Vansa nie chciała mi ich pokazać, znalazłam to czego szukałam od dawna.

Samym funkcjonowaniem serwisu jest tak zszokowana, iż wstyd byłoby nic o tym nie napisać.
Interfejs strony jest bardzo ładny, przejrzysty i przyjazny, Z poruszaniem się nie ma najmniejszych problemów, wszystko można łatwo odnaleźć. Co mnie jeszcze przyciągnęło - kupując buty trzeba je przymierzyć. Rozmiarówka bywa różna. Na zalando można przedmiot zwrócić nie zależnie od przyczyny więc jeśli coś okaże się za małe, za duże lub po prostu wam nie pasuje - odsyłacie i to za darmo. Za dostarczenie Wam towarów również nic nie płacicie. Za darmo - czyli bez dodatkowych opłat za usługę - możecie również zapłacić za towar za pobraniem czyli gdy już będzie u waszych drzwi. Dodatkowo - jeśli nie za bardzo ufacie komputerom - można zadzwonić do serwisu i zamówić przedmiot telefonicznie. A to wszystko jest zawarte w kilku prostych obrazach obok oferty.

W innej części strony są inne kolory danego przedmiotu więc nie wysilajcie  się i nie przewijajcie setek kart. A właśnie - asortyment sklepu jest zadowalający. Niżej, pod przedmiotem, są wypisane wszystkie detale jak rodzaj obcasa, materiał itp jak i lista przedmiotów do których może dana rzecz pasować. Na samym dole są opinie klientów.

Moja szkoła posiada jakiś tam dresscode nakazujący chodzenie po budynku w trampkach lub kapciach. Wszystkie moje buty uległy kolosalnym zniszczeniom więc na lekcje przychodziłam w botkach za co regularnie dostawałam po głowie od matematyczki będącej wicedyrektorką. Z moim wzrostem w sumie mi to pasowało ale nawet mi nie wszystko można. Za trampkami których zdjęcia tu widzicie wzdychałam od dawna. 
Można mówić wiele ale fanką firmy Vans nie jestem. Mam do nich pewien respekt ale widząc klasyczne trampki od nich na ulicy przewracam oczami. Jednak te zawróciły mi w głowie już kilka lat temu. 

Kilka powodów by kupić Vansy SK8 SLIM: 
~Gruba podeszwa z dobrej gumy; 
~Wykończenie ze skóry; 
~Zamek z tyłu buta; 
~Wygodne i dopasowują się do stopy; 
~Wysokie; 
~Staranne, dokładne wykonanie; 
~Subtelny ale ładny design;

Posty z wykorzystaniem owych trampek na pewno się wkrótce pojawią! A ja teraz lecę uczyć się japońskiego - w końcu zbliża się poniedziałek więc zbliżają się lekcje. 








Read More

Share Tweet Pin It +1

0 Comments

In

Walking around all these decorations


Zbliża się święto zakochanych więc zbliżają się też urodziny mojego chłopaka co skutkuje ciągłym bieganiem po sklepach w poszukiwaniu przyborów do organizacji walentynkowo-dziewietnastkowej niespodzianki. Nawet nie uwierzycie jak ciężko jest przetransportować tak ogromną gamingową klawiaturę osóbce o wzroście lekko przekraczającym sto pięćdziesiąt centymetrów. Ludzie w autobusach musieli mieć ubaw po pachy patrząc na mnie. 

Po raz pierwszy od pół roku stałam przed obiektywem innego aparatu niż mój własny. Początkowo było to dość uciążliwe, trochę wyszłam z wprawy i dziwnie się czułam mając na sobie wzrok tylu ciekawych mojego zajęcia ludzi. Nie zdziwię się jeśli zobaczę wzmiankę o sobie na jakimś spotted czy jak to się tam pisze - nie udzielam się na takich stronach. Czemu jednak się dziwić jeśli na tło pod zdjęcia wybrało się niezabudowaną ścianę w galerii z instalacją grzewczą. Niby to wszystko przez to, że remont jeszcze nie doszedł do skutku ale bardzo mi się tam podoba. 

Co do zdjęć to pomysł na ich wykonanie był równie błahy co śmieszny bo chodziło o skarpety. Szukając czapki pożyczonej jakiś czas temu od kolegi wywaliłam całą szafkę przypadkowych rzeczy i wypadły właśnie te urocze skarpetki. Musiałam je kiedyś dostać od kogoś z rodziny ale, że wtedy byłam bardzo kapryśnym dzieckiem wpakowałam je na samo dno szuflady. Dziś jakoś nie umiem się z nimi rozstać. Do niektórych rzeczy trzeba widać dorosnąć. 

Szkoła się zbliża, ferie się kończą. Mało zrobiłam z tego co zaplanowałam. By być szczerym - wracam do szkoły w poniedziałek a ja dopiero wzięłam się za wypracowanie z angielskiego. To tym bardziej przerażające bo nie jest to praca na jeden dzień. Ekonomia spogląda na mnie złowieszczo z półki a matematyka już się chyba obraziła. O książkach z polskiego nawet nie chcę myśleć tak samo jak nie myślałam prawie dwa tygodnie gdy jakimś cudem wyfrunęło mi to z głowy. 







sweater - thrift shop/skirt - Choies/socks - -/shoes - H&M/lipstick - Golden Rose

Read More

Share Tweet Pin It +1

0 Comments