In

Inspirational background

Mam na komputerze folder po brzegi wypchany różnymi dobrze wykonanymi zdjęciami pod jakże chwytliwą nazwą "ładne rzeczy i osoby na ładnych zdjęciach". Nie mam ani planera ani kalendarza a tablicę którą miałam kiedyś w pokoju wyrzuciłam szmat czasu temu przez okno. A no tak mówiłam, że mam dziennik - poległam. Są w nim może trzy wpisy. Jednak to moja głowa jest głównym skupiskiem informacji i pomysłów. I owy folder z którego zdjęć tam zapisanych już nigdy nie otwieram. Tak wiem, że to bez sensu.

Brakuje mi nie tylko wiosennego słońca ale i kolorów. Zimą czuję się przeżuta i wypluta, wszystko mi się nudzi i w gruncie rzeczy nawet ja siebie nudzę. Jednak luty będzie przebojowym miesiącem - taka decyzja już została podjęta a korzystając z tego, że dziś jest początek miesiąca wkleję Wam tu moją siłę napędową do wnoszenia światełka w tym tunelu smutnej pory roku. Dziękuję za uwagę.


A pisała dla Was ubrana na czarno Nekomura z puchatym, różowym kotkiem w środku.

Read More

Share Tweet Pin It +1

0 Comments

In

I don't have enough life.


Chciałabym się z Wami trochę pocieszyć, pochwalić, że jest już koniec tygodnia! Jak super! Mam czas coś zrobić! Bleh... Wcale nie. Ja nie wiem czym jest wolny czas. Gdy ktoś jest w liceum i ma ponad dwa rozszerzenia wie o czym mówię. Od niedzieli próbowałam usiąść przy laptopie i napisać chociaż słowo na blogu ale jedyne co wpisywałam w google to kolejne pojęcia matematyczne i mało znane dzieła do omówienia. Ze zdjęciami było podobnie. Za wszelką cenę chciałam być w domu gdy będzie światło. Ale to misja niewykonalna, uratował mnie dopiero mój plan lekcji przewidujący pierwszą środową lekcję o godzinie 12. Jeśli w to nie dowierzacie to powiem Wam, że tego dnia byłam nawet w biurze i kupiłam poranną kawę. Nie no, ja na prawdę byłam zdziwiona bo czasem ledwo umiem zdążyć na przystanek który jest tuż za moim blokiem czy zjeść śniadanie. Musicie spróbować lette z syropem czekoladowym. Najlepiej podwójnym. Jeśli macie ciężki dzień/poranek/cokolwiek to na pewno zrobi Wam się ciepło na serduszku od pysznej czekoladki!

Nie będę nikogo dyskryminowała i wspomnę o pozostałych przywilejach klasy maturalnej. Co prawda nie jestem trzecioklasistką ale... mój chłopiec jest. Więc się zalicza. W tym tygodniu mam (nie)przyjemność bycia gwiazdą balu studniówkowego. O ile sama impreza cieszy to chyba lepiej wyjaśnię czemu ta NIEprzyjemność. Chociaż czy trzeba? Chyba każdy wie co oznaczają przygotowania. To jak szykowanie sylwestra i wigilii tego samego dnia. Codziennie po coś chodziłam, coś dokupywałam, gdzieś się umawiałam,coś załatwiałam. A w rezultacie i tak wyszło, że sukienka była za szeroka a tunele przyszły za małe. Dużo za małe. No chyba, że ktoś nie widzi różnicy między półtora centymetra a pół. Nawet garnitur wybieraliśmy trzy godziny...

Żeby Was nie zanudzić pochwalę się jeszcze tylko, że od moich ostatnich powikłań zdrowotnych wróciłam na zbawienną drogę i znów odżywiam się zdrowo. No dobra w znacznej części. Po prostu nie zawsze mam czas. Ale pracuję nad tym. Założyłam też planer. Średnio mi to jeszcze wychodzi bo byłam przeciwniczką takich rzeczy /i jestem do tego za leniwa/ ale przyznam, że to całkiem fajne. Mam wypisane wszystkie rzeczy do kupienia, zrobienia i zaliczenia. Polecam. 


Pytanie do Was:
Od powrotu na bloga się nad tym zastanawiam i nie mogę dojść do żadnego rozwiązania więc: 
Chcielibyście tu zobaczyć coś o kosmetykach? Cokolwiek. Możecie pisać co na przykład. 
Jakieś tutoriale, recenzje, VS?
Przez te kilka miesięcy doznałam wizażowego oświecenia i myślę, że teraz mogę powiedzieć coś więcej. Zwłaszcza, że przerzuciłam się na PRAWDZIWE kosmetyki.

Golf zapewne z jakiejś sieciówki.

Read More

Share Tweet Pin It +1

0 Comments

In

Someone slap me in the face but someone else pat my head outfit


Post miał być chyba jeszcze w sylwestra ale tak się fajnie złożyło, że na imprezie zaginął mi aparat. Żeby było śmieszniej to była to impreza rodziców którzy pożyczyli go ode mnie. Pora zainwestować w nowy bo takie niespodzianki to średnio mi podchodzą. Spokojnie - znalazł się. Teraz zaginęła mi karta pamięciowa... ale od komputera więc nie ważne.

UWAGA! ZDJĘCIA SĄ LEKKO "INNE", MNIEJ ELEGANCKIE NIŻ JA NA CO DZIEŃ. ALE TO NA POTRZEBY SYLWESTRA. Tak tylko mówię, żeby ktoś nie pomyślał, że tekście żartuję.

Mam nadzieję, że Wasze sylwestry minęły dobrze... i bezpiecznie. Ja swojego spędziłam ze swoim chłopcem w domu oglądając film i grając w głupie gry. W międzyczasie pobiliśmy się jeszcze na balony. Mówię Wam to szczerze i z pełną odpowiedzialnością - nic nie jest lepsze niż buziaczek w czółko pod fajerwerkami o północy. A wspominałam, że boję się petard? W każdym razie szczytem naszego imprezowania był szampan.
Jednak swojemu sylwestrowi nie mam nic do zarzucenia. Spędzony w taki sposób był dla mnie znacznie lepszy niż alkoholowa impreza w rytmach Polsatu. Nie jestem typem który popiera taki sposób spędzania czasu. Ostatni raz w klubie byłam w listopadzie (a może październiku?) i wystarczy. Przynajmniej na razie.

cropp top - Choies/ spodnie - Tajly Wej/choker - milkteashop (facebook)/ lipstick - Avon
Jeśli miałabym opisać 2k15 jednym słowem to użyłabym chyba "dziwny". Nie wiem czy kiedykolwiek powiem, że cały rok był dobry. Już prędzej skłonię się do "zły" ale o to też trudno bo i wiele dobrych zdarzeń miało miejsce. '15 był raczej zabiegany i męczący. Sporo się nauczyłam przez ten rok, zaszło dużo gwałtownych zmian, czasem dostałam po ryju a czasem ktoś pogłaskał mnie po główce. Oczywiście w przenośni. Nie przypominam sobie bym kiedykolwiek w jeden rok posunęła się w czasie tak bardzo. Mocno wydoroślałam i gdy patrzę na swoje zdjęcia sprzed roku czuję, że zrzuciłam z siebie otoczkę głupiego dziecka. Zaczęłam myśleć dużo dojrzalej, dużo doroślej też wyglądam, pozbyłam się ze swojego otoczenia toksycznych ludzi, zaczęłam większą wagę przykładać do nauki. Teraz plan pójścia na studia nie jest tylko planem a realizowanym celem do którego zbliżam się z każdą nauczoną rzeczą. Oo nie mogę pominąć, że wywaliłam i zaczęłam sprzedawać 90% swojej szafy. Teraz mam niedobór ubrań ale kiedyś trzeba było skończyć z byciem so close to emo. Ciesze się bo teraz wyglądam schludnie, moje ciuchy są stonowane i lekko eleganckie.

Podjęłam też decyzję o wyprowadzce na własne, szukam pracy, skończyłam szkołę z dobrymi wynikami, zapisałam się na kursy Japońskiego, wygrałam kilka konkursów ekonomicznych, przygotowałam jedną z najtrudniejszych prac w życiu poświęcona Japonii, byłam na wieku spotkaniach z Japończykami i poznałam sporo prawdy "od kuchni". Zdecydowałam się też na remont pokoju po tym jak wreszcie odnalazłam swoją estetykę.

Skoro złapałam oddech to dalej - poczyniłam ogroooomny progress w makijażu, "od zera do bohatera" okazało się dziwnie prawdziwym stwierdzeniem. Sporo też schudłam, zaczęłam duzo bardziej dbać o siebie, swoją skórę i ciało. Jako posiadaczka cery tłustej mam... 10? 11 produktów do pielęgnacji jej. Dokonałam niewykonalnego dla fryzjerów i ze spalonego siana wróciłam do włosów zdrowszych niż miałam za czasów niefarbowania. Ponownie dokonałam niewykonalnego i zeszłam z fioletu gdy wszyscy mówili, że zamiast blondu wyjdzie mi alga. 



To be honest - przyszedł czas na najpoważniejsze zmiany które zaszły w trakcie tego jakże masakrycznego roku. Udało mi się wreszcie zaakceptować siebie, nie jestem już taka krytyczna i nie podchodzę tak masakrycznie do tego, że nie jestem (i nigdy nie będę) jak modelka Victoria's Secret. Nauczyłam się żyć bez zbytniego kontaktu z klasą co z moim szczęściem do ludzi jest osiągnięciem godnym Nobla. Odnowiłam też kontakt z przyjaciółką którą w wyniku życiowych wypadków straciłam. Ahh wiem jak to banalnie brzmi, nawet nie spodziewałam się, że coś takiego napisze ale no cóż - jednak to dla mnie bardzo ważne. Przynajmniej 10 lat przyjaźni nie poszło... w las? 

Gdzieś w kwietniu /a może wcześniej/ podjęłam decyzję o tatuowaniu. Dość pewna decyzja bo niedługo sprowadzam maszynki i zaczynam się uczyć. Projekty wyglądają całkiem okej i coraz bardziej mi się ten pomysł uśmiecha.


W maju udało mi się zdobyć tytuł najlepszego organizatora dnia otwartego. Niby nic a cieszy. Włożyłam w to miesiące pracy, przygotowanie w dzień otwarcia szkoły zajęło mi jakieś 4 godziny a same pokazy około 6. Ciągałam się po całym mieście z torbami ważącymi 15 kg. Ale wytrzymałam i czułam się jak zwycięzca.


 W okolicach czerwca zostałam tez poproszona o udzielenie wykładów na temat Japonii dla gimnazjów. To jeden z nielicznych razów gdy doznałam takiego zaszczytu. 

 Od końca czerwca do końca sierpnia byłam w rozłące z moim chłopcem. Przebywał w Irlandii. Po tym to już chyba nic nas nie rozdzieli, nawet insynuowana zdrada z lipnymi dowodami mająca miejsce idealnie rok temu. Chyba, że w grę wchodzi granatnik ale jeszcze go nie posiedliśmy bo jestem niezdarą.

W sierpniu odwiedziłam Poznań i potwierdziłam, iż jest to bezsprzecznie miejsce w którym chcę zamieszkać. Każdy dzień jest tam jakiś inny i lepszy. W żadnym mieście nie czułam się tak lekko i dobrze jak tam a ja bardzo nie lubię dużych miast. Nawet nie czułam, że mieszka tam pół miliona ludzi.  Było mi przytulnie i odnajdywałam się lepiej niż w obecnym miejscu zamieszkania. Najlepsze jest to, że idelnie wypisuje się w moje poczucie piękna. Żyć nie umierac co? 

Kiedyś miałam dużą nadwagę. Dziś wyglądam tak, i dalej ćwiczę.
Niestety pod koniec roku przerwałam też dobrą passę zdrowotną i skręciłam kolano. Dodatkowo pogorszyła się moja astma i jest w stanie (bardzo) krytycznym. Gdzieś w połowie roku szkolnego 14/15 rzuciłam też sport. Ciężko mi było się z nim rozstać ale musiałam wybrać między strzelaniem a nauką. Nie będę udawać, że nie tęsknię bo to nie prawda ale od kiedy nie ma mnie już w klubie czuję się znacznie lepiej. Niezdrowa rywalizacja bardzo źle wpływa na zdrowie. Odzyskałam też część włożonych w to pieniędzy więc bez najmniejszego problemu i zastanowienia pokryłam (niestety bardzo) kosztowne kursy. W grudniu wróciłam tez na bloga. Sporo mi to zajęło bo zniknęłam stąd jeszcze w wakacje. Ciesze się, że tyle w nim zmieniłam. Jest teraz dużo naturalniejszy i nie czuję w nim tego przymusu co kiedyś. Cały czas nie mogę przestać podziwiać nagłówka który zrobiłam w... 10 minut? Co myślcie? 

Powinnam napisać też jakieś postanowienia noworoczne ale, że ich nie posiadam. Przykro mi bardzo. Jestem zdania, że jeśli chcemy coś zmienić to nie będziemy potrzebować do tego zmiany cyferek w kalendarzu /którego i tak nie używam/. Ale nie odbierajcie tego źle jeśli wy myślicie inaczej. Ja w pełni popieram posiadanie własnego zdania. Przynajmniej nikt Wam nie wciśnie żadnego kitu. 
A i pamiętajcie - własne zdanie jest hot. To się zawsze sprawdza.


Pytanie do Was: 
Jak minął Wam sylwester Tygryski? 

Read More

Share Tweet Pin It +1

0 Comments