In #Review

Inglot eye. I #Review_7


Hej! 
Pisałam już o kosmetykach Inglotu do twarzy - teraz przyszedł czas na te do oczu! 
Czy Inglot podołał też i w tej kwestii?




INGLOT jest właśnie najbardziej znany ze swoich cieni do powiek. To one zapewniły mu tak wielką popularność. I słusznie.
Twierdzi tak praktycznie każdy kto ma coś więcej wspólnego z makijażem. Ale właściwie czemu.
Czemu tak wiele osób porównuje jakość tych cieni z np. Urban Darcy?

Cienie do powiek z INGLOT-U~



Może zacznijmy od najważniejszego czyli ich ceny.
Za jeden cień czyli 2,5g biorą ok 15 zł.
Oczywiście mowa tu o cieniach z serii Freedom System.
Freedom system to cienie i błyszczyki sprzedawane pojedynczo które można łączyć w paletki według własnego uznania. Cień jest obudowany w namagnesowany metal który umieszczamy w również namagnesowanej paletce więc cienie nawet się nie ruszają a mowy nie ma o wypadnięciu.

Inglot jest jedną z niewielu firm oferujących coś takiego co niewątpliwie wpływa na ich popularność a nam pozwala zaoszczędzić na kupowaniu gotowej palety i nie zużywaniu wielu jej produktów.

Kolejną i ważną rzeczą jest ich jakość w dodatku przekładająca się na cenę.
Pigmentacja tych cieni jest zaskakująco dobra tym bardziej, że są w drogeryjnej cenie.
Wiele kosmetyków Maybelline jest dużo droższe a oferują produkty dużo słabsze i łatwo ścierające się bądź osypujące.
Mam niestety cerę mieszaną a Inglotowskie produkty trzymają się na mojej twarzy cały dzień pomimo biegania, wf-ów w dni szkolne, wysokich temperatur i innych wyczynowych dla makijażu sytuacji.


Kolory są bardzo wyraziste i to nie tylko na palecie ale i na powiece.
Kolejną rzeczą świadczącą o ich wysokiej jakości jest nieosypywanie się.
Wiele razy miałam tak, że już przy nabieraniu cienia na pędzel większa jego część po prostu lądowała na palecie/pojemniku bądź wszędzie wokoło. Przy tych tak nie jest.
Nie wiem jak mocno musiałabym trzeć by tak się stało bo choć wiele razy próbowałam do tego doprowadzić ani razu mi się to nie udało.

Cienie są oczywiście dostępne w wielu wersjach - te przedstawione na zdjęciu wyżej to "matte", "double sparkle" i "Square" - teoretycznie ten ostatni jest dedykowany do brwi jednak ja używam go do oczu i brwi jednocześnie i przyznam się, że sprawuje się on cudownie.

Jedną z ważniejszych dla mnie rzeczy jest to, iż cienie te nie są testowane na zwierzętach. Dodatkowo nie zawierają one parabenów.

Ceny organizerów są bardzo różne ale za to dostępne w wielu rozmiarach i co trzeba przyznać - wcale nie takie wygórowane. Ja za swoją nie dałam więcej niż 18 zł.
 Inglotowi nie można też zarzucić lekceważenia wyglądu - ich produkty są bardzo elegancko opakowane i stylowe. Nie dość, że dobre to jeszcze łanie wyglądają na półce i cieszą oko.



Baza pod cienie~

Pomimo trwałości Inglotowych cieni nie chciałam ich każdego dnia wystawiać na próbę by w pewnym (oby nie najważniejszym tego dnia) momencie odkryć, że coś się zepsuło. 
Szukałam więc bazy pod cienie bo korektor jest dobry do wyrównania kolorytu ale nie do trzymania cieni. Zasięgnęłam porady u ekspedientek w ich firmowym sklepie i usłyszałam, że bazy te są bardzo mocne, wytrzymałe i łatwe w aplikacji. 


Bazy są dostępne w dwóch wariantach - w tubce i w pojemniczku. Dla osoby tak destrukcyjnej jak ja pojemniczek był jednak lepszy. 
Pojemniczek liczy 5.5 g i kosztuje ok. 41 zł a do tego jest wręcz okropnie wydajny. Posiadam swój koło pół roku i ciągle nie zużyłam nawet połowy. 
Baza ta jest dostępna w jednym kolorze - takim samym dla obu opakowań i dodatkowo dopasowuje się ona do koloru powieki. 
Produkt ponadto jest hipoalergiczny. 

Do aplikacji pomimo wszystko polecałabym pędzel i palec. Wsadzanie palców do pojemniczka jest bardzo niewygodnie i odbija się to później na wyglądzie na powiece. 
Dużo lepiej natomiast prezentuje się baza naniesiona pędzlem i wklepana palcem. 


Pytanie do Was:
~Posiadacie coś z Inglot-u? 
~Jak oceniacie ten sklep? 
~Oraz jak oceniacie ich cienie? 

Related Articles