środa, 20 maja 2015

Zero For Conduct

Hej! 
Dawno nie było postów lifestylowych prawda? 
Takich w których pogadam o czymś co ciekawego się stało, w których podzielę się z Wami spostrzeżeniami czy uwagami a nawet przemyśleniami. 
I tylko przypadkiem gdy już byłam w samochodzie w podróży wpadł mi do głowy pomysł - napiszę Warszawie. Wydaje się oklepane co?
Ale ja nie chcę pisać czegoś w stylu - "Byłam z klasą na wycieczce tu, obejrzałam to. Było super. Koniec" 
Ja chcę powiedzieć o czymś co mnie do cna rozczuliło, co mnie zauroczyło i o wielkim podziwie. 



Nie lubiłam jeździć do Warszawy, w zasadzie dalej nie wzbudza we mnie jakiejś wielkiej sympatii. 
To co widziałam zaskakujące nie było. Wszystko prócz jednego. 
Stare miasto. 
Perfekcja sama w sobie. Miejsce gdzie z największą przyjemnością mogłabym zamieszkać. 
Chodząc wśród tych małych uliczek, kamienic, oglądając stare restauracje przeplatane nowymi, jednak ładnie zrobionymi barami czułam się jak u siebie w domu. 
Wszechobecne piękno. Kwiaty, architektura, zabytki. 
Całym sercem zazdroszczę znajomemu który mieszkał tuż koło barbakanu.
Będąc tam zapominałam, że tylko kilka kilometrów dalej piętrzą się wielkie biurowce. 

A co najbardziej pokochałam?
Oczywiście sklep z antykami Lapidarium oraz winiarnię Fukier.


Dwa miejsca idealnie wpasowujące się w mój gust i poczucie piękna. Nastrojowe wnętrza, dokładność, staranność i stare przedmioty. Cudowne klimaty. 
Nie mogłam się też oprzeć pokusie zatrzymania się przy ogródkach Fukiera - były całe przyozdobione kwiatami! Nie, to nie były wazony. Palmy w wielkich donicach, kwiaty które "obrastały" płotki i parasole, kwiaty na stołach i przy krzesłach. Idealnie stworzone kompozycje.


O dziwo spotkałam tam też wiele Japończyków z którymi udało mi się zamienić kilka zdań.
Byli bardzo zainteresowani naszą stolicą, miło mnie to zaskoczyło.



LORD?!

Kolejną rzeczą która mnie zaskoczyła, aż do tego stopnia, że nie mogę oprzeć się pokusie podzielenia się z Wami pięknem tego miejsca był hotel Lord. 
Budynek ulokowany na Okęciu, tuż obok lotniska wśród nieciekawej zabudowy wygląda olśniewająco. 


Wielki, biały, z kolumnami, czerwonym dywanem i kamiennymi donicami pełnymi kwiatów robił wrażenie. Duże rozsuwane drzwi, a za nimi - kamienna recepcja, skórzane czerwone fotele, ogromne lustra, kryształowy żyrandol, malowany sufit i al'a greckie posągi. I znów przeżyłam zachwyt doskonałym gustem osoby która to tworzyła. 



Sala lustrzana w której spędziliśmy większość czasu było zbudowane na półkolu i dołączona do niej była mała salka z kilkoma stołami, stołem szwedzkim z łakociami i bar z niesamowicie zdolnym barmanem robiącym w bardzo krótkim czasie świetne drinki. 


Jedyne co mnie wybawiało z tego magnackiego stanu to karty do pokoi które jak na złość nie zawsze działały... sprzęty mnie jednak nie lubią. 

Oto mały smaczek z wesela na którym byłam!


Pytanie do Was:
A Wy co lubicie w Warszawie?
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka