czwartek, 28 maja 2015

Just sponge

Hej!
Tak wiem, znów mi się nie udało. Chciałam Was więc bardzo, bardzo przeprosić za to, że nie było postu wczoraj. Po prostu nie miałam siły go napisać i zredagować. 
Dobra. Bez użalania się nad sobą. Dziś postanowiłam napisać Wam recenzję ostatnio popularnego ale i budzącego sprzeczne opinie produktu. 





Jak ostatnio widać na Instagramie coraz więcej amerykanek (i nie tylko!) do makijażu używa takiej małej, przypominającej jajko gąbki. A więc beauty blender faktycznie bardzo szybko zdobył popularność. Wiele firm stworzyło więc jego odpowiedniki. Ten który ja wybrałam budzi w internecie spore kontrowersje. INGLOT-owski beauty blender czyli Pro Blending Sponge w praktyce nie jest jednak taki straszny. 

Takich opinii możemy się doszukać w internecie: 
~"Ta gąbka to pieniądze wyrzucone w błoto. Zjada strasznie dużo podkładu, jest mało sprężysta, twarda, aplikacja nie jest przyjemna" 
~"W moim przypadku gąbeczka sprawdziła się świetnie. Gąbeczką w bardzo prosty i szybki sposób nakładam nie tylko podkład ale również korektor pod oczy jak i przykrywam z jej pomocą drobne niedoskonałości. Nie pozostawia smug, bardzo ładnie stapia się ze skórą."
~"Podczas pierwszego namaczania gąbka okazała się tak twarda, że nie byłam w stanie wyciskać z niej wody, musiałam poratować się męskim ramieniem. Gdy nakładałam nią podkład, miałam wrażenie jakbym się biła po twarzy."
~" [...]Gąbeczka natomiast sprawia,że produkt idealnie stapia się ze skórą."

Po przeczytaniu takich wypowiedzi na prawdę nie wiedziałam czy brać ją czy nie. 
W końcu to prawie 50 zł. Zdecydowałam się iść na żywioł i kupiłam - nienawidziłam nakładać podkładu palcami a co gorsza pędzlami. 

Nie jestem w stanie opisać jak bardzo śmiałam się z tych negatywnych komentarzy używając jej pierwszy raz. 
Trudno wycisnąć? Bzdura! Już trudniej jest utrzymać talerz w trakcie zmywania... 
Ale po kolei. 

Tak wygląda krótka instrukcja przygotowania beauty blendera do użycia:


1. Przed użyciem musimy zostawić na chwilę (najlepiej 3-5 minut) gąbeczkę w ciepłej (nie wrzącej ale gorąca może być) wodzie. Zbyt zimna natomiast sprawia, że może się ona odkształcić. 
2. Gąbeczka powinna napuchnąć i może zwiększyć swoją objętość nawet o połowę!
3. Teraz wyciskamy gąbkę i voila! Gotowa do używania! 


Fakt. Na opakowaniu nie ma ani słowa po polsku. Ale co to za wyzwanie? To tylko kilka linijek z opisanym przeznaczeniem produktu. Wydaje mi się, że kupując coś za taką cenę wiemy jednak do czego to służy. 


Tłumaczenie: 
"INGLOT pro Blending Sponge:
~Stworzona specjalnie do łatwej aplikacji płynnych i kremowych produktów;
~Idealna do blendowania;
~Zapewne nieskazitelne wykończenie makijażu" 

Kolejną ważną rzeczą jest to felerne picie podkładu. Czy ta gąbka na prawdę pochłania go aż tak dużo? 
Kolejna bzdura. Jeśli się nieumiejętnie nią posługuje to owszem - na pewno będzie nam go kradła. Ale dokładnie tak samo jest z pędzlami. 
Wystarczy, że naniesiemy podkład w wybrane miejsca na twarzy (np. w postaci kropek) i wtedy rozblendujemy i efekt jest już zupełnie inny. Gąbeczka pobiega go wtedy minimalnie. 
Tak więc kolejny mit obalony! 

Rzekome "picie" podkładu. 

Ja testowałam ją wraz z podkładem którego używam na co dzień a więc z równoważącym podkładem z Inglot-a. 
Recenzja podkładu: 
Podkład nie jest zbyt lekki, a w dodatku jest tłusty. Różnica pomiędzy nakładaniem go palcami a gąbką jest niesamowita. Przy nakładaniu palcami uwydatniamy każdy najmniejszy włosek, zostawiamy go na brwiach i bardzo długo pozostaje on tłusty. Natomiast przy nakładaniu podkładu na mokro omijamy wszystkie utrudnienia typu włosków czy brwi, skóra wygląda bardzo naturalnie i świeżo. Nawet z bliska ciężko dostrzec jego obecność. 

Wybaczcie, że tak to ubiorę w słowa ale nie mam pomysłu jak opisać to inaczej - osoba twierdząca, że używanie jej przypomina bicie się po twarzy chyba nigdy nie doświadczyła nawet śniegu uderzającego o jej twarz. Gąbeczkę lekko czuć, ale nie jest to w żaden sposób bolesne czy nieprzyjemne. Nie wiem jak się ustosunkować do takiej wypowiedzi - czy ta osoba chce by przypominało to gładzenie twarzy puchem? 
Gąbeczka wcale nie jest aż tak twarda by sprawić ból - to, że jest pełna wody nie czyni z niej kamienia. 


Podsumowując - gąbeczka jest w 100% warta swojej ceny i na prawdę warto ją posiadać! 
To świetny gadżet który na prawdę rewolucjonizuje wszystkie kosmetyczki! 

Pytanie do Was:
~Posiadacie jakąkolwiek wersję beauty blendera? 

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka