In information

Hobbit "Bitwa pięciu armii", udane czy nie?

Ohayo~
Zastanawiałam się nad tym czy faktycznie pisać ten post, czy pasuje on do całego bloga. W końcu jednak nie wytrzymałam i biorę się za ten trudny temat. Wiele osób pytało mnie jakie mam odczucia po maratonie "Hobbita", jakie mam zdanie o filmie wieńczącym trylogię. No cóż, w tej kwestii mam dużo do powiedzenia.


Zacznę od tego, że ludzi faktycznie było sporo, w mojej sali zostały tylko 3 wolne miejsca, ochrona jak zawsze - przeszukiwanie plecaków, toreb itp., przerwa czyli kawa i papieros u większości osób. No i tradycyjnie - tru fani. Od razu dało się odróżnić ich od pozostałych. Ale przechodząc do samego filmu:

Moje dwa ulubione plakaty - owszem wynoszę elfy na piedestał... wszędzie. 

Jestem ogromną fanką Tolkiena i większości jego twórczości, zwłaszcza związanej z historią pierścienia, tak więc na informację, że wyjdzie kolejna ekranizacja dzieła tego pisarza nie mogłam pohamować szczęścia. Tym bardziej, że zajmował się tym ten sam reżyser. Filmy miały ukazywać się w rocznych odstępach co jeszcze bardziej potęgowało moje szczęście. Dlatego maraton z premierą był świetnym rozwiązaniem. Mogłam zobaczyć wszystko jako jedną spójną historię. I stwierdzić dlaczego tak bardzo gardzę ostatnim filmem. 


Cześć pierwsza i druga:
Świetnie nagrane, soundrack piękny jak zawsze, aż mam go na komputerze. Dobór aktorów też niczego sobie, a stroje krasnoludów wręcz pokochałam. Odpuściłam nawet te lekkie niezgodności z książką, ciekawiło mnie jak z tego wybrnie reżyser, co zrobi dalej. Były świetne pod względem wykonania. Tła, walki, postacie... blah, blah, blah. Miałam się skupić na 3 części. 
Filmy dostały po 10/10. Byłam po prostu zauroczona.


Zaczynała się trzecia część, wbiegłam do sali, zawinęłam się w kocyk i... zaczął się film. Do połowy filmu wszystko było okej! Zepsuło się w momencie... rozpoczęcia walki. Wtedy moja twarz przybrała wyraz "czekaj, czekaj... co?". Nie rozumiałam kompletnie co się dzieje, starałam się przypomnieć sobie książkę słowo w słowo by odnaleźć choć połowę z tego wszystkiego. Wielkie "robaki" które "wypełzły" z pod ziemi, walka Azoga z Thorinem przez pół filmu. Przepraszam o co chodzi? To ekranizacja książki czy całkowicie odmienna historia? Inwencja twórcza reżysera na zbyt wiele sobie pozwoliła. Parsknęłam śmiechem gdy Thorin wlazł wprost w pułapkę Bladego Orka, oraz znów gdy Azog wylazł na środek zamarzniętego jeziora (?) z kamiennym blokiem na łańcuchu. Gdy po pierwszej części ktoś powiedział mi, że Kili i Fili zginą odeszłam z oburzeniem. Teraz zadaję sobie pytanie "Czemu?!" 
Zostaje jeszcze kilka kwestii, między innymi Tauriel - kim ona właściwie jest? O to też, wiele osób mnie pytało i wszyscy słyszeli tą samą odpowiedź. Nigdy nie zaakceptuję jej jako postaci. Nie wiem skąd pomysł na taką osobę i powiązanie jej z Kilim. Chyba tylko po to by go uśmiercić. 


Po całym maratonie i długiej rozmowie ze sowim chłopakiem (a oboje mieliśmy po nim podobne zdanie) stwierdziliśmy, że ostatnia część zepsuła wszystko. Reżyser chciał to chyba połączyć z LOTR-em i stworzyć sześcio-fillmową historię, stąd te liczne niezgodności, lecz cóż... nie wyszło. Choć... wyszło ale kiepsko. Nawet jeśli w miarę udało mu się to zrobić poprzez wstawienie Saurona, odkrycia jego działalności oraz piękną scenę z Galadielą (plusik za to!) to kto da redę obejrzeć to wszystko na raz by załapać o co chodzi? Chyba tylko osoba znająca historię. 

Tak więc podsumowując trzecią część - 
Film pod względem zgodności z książką - 2/10 
Trzecia część właściwie powinna skończyć się po jakichś 20 minutach, bo tyle tam było z książki.
Film pod względem nakręcenia - 9/10 
Były głupie momenty, których za nic nie mogłam zrozumieć. 

Na odchodne kilka smaczków, ze szczególną uwagą dla drugiego obrazka. 



W tym po prostu się zakochałam :')


Pytanie do Was: 
~Co myślicie o Hobbicie? Podobała Wam się całość, trzecia część?
Który film jest Waszym ulubionym. 

Related Articles