sobota, 20 maja 2017

thank you


Pomimo, że zima skończyła się już dawno dopiero teraz zaczyna być ciepło. O ironio już jakiś czas temu napisałam post o tym jak bardzo cieszę się z powrotu ciepłych dni ale zima zrobiła nam psikusa i pojawiła się jeszcze raz dając nam 1 stopień celcjusza na początku maja. Teraz - pod jego koniec - jest już na prawdę upalnie. Z zimy od razu przeskoczyliśmy na 20 stopniowe lato. A ciepło oznacza mój powrót do pracy. Pierwszy dzień jest przeraźliwie stresujący. Ty nic nie umiesz zrobić a kolejka nie do końca wyrozumiałych klientów ciągle rośnie i rośnie. Mimo wszystko wyszłam z tamtąd z bananem na twarzy, uśmiechając się sama do siebie. Nigdy nie spotkała mnie taka sytuacja jak tamtego dnia, nigdy tyle osób nie podeszło do mnie i pogratulowało mi pracy którą robię tu - na blogu. Teraz czuję się wdzięczna, że mam tak wspaniałych czytelników bo daliście mi niesamowitego kopa do pracy!









jacket - ZARA
bra - SECOND HAND
mom jeans - VINTED
shoes - *CLICK*


Za zdjęcia chciałam podziękować jednemu z moich ulubionych fotografów - dr. Q.
Tutaj możecie obejrzeć więcej jego prac - QDI SHOOT

YOUTUBE I INSTAGRAM I ASK I VINTEDSNAPCHAT: SHINYNEKOMURA


piątek, 5 maja 2017

GIVE YOUR BRUSHES SOME HEART


Higiena miejsca pracy jest bardzo ważna. To pierwszy i najbardziej męcząco-nudzący temat na każdych zajęciach laboratoryjnych. Jakoś czas temu recenzowałam dla Was pędzle (które bardzo przypadłu mi do gustu. Dlaczego? Przekonaj się!) od firmy ROSEGAL, natomiast dziś, mam dla Wasz szybki i łatwy sposób na zadbanie o nie. 
Wiadomo, pędzle podczas używania się brudzą i co jakiś czas wręcz wypadałoby je umyć (właściwie po każdym użyciu ale wiadomo jak to czasem w życiu bywa). Brudne pędzle są siedliskiem bakterii i używanie ich może powodować niechciane zmiany skórne. A jeśli to Was nie przekonuje to używanie brudnych pędzli może najzwyczajniej w świecie skutkować zrujnowanym makijażem gdy resztki na przykład cieni z poprzedniego użycia dostaną się do Waszego nowego dzieła. Poza tym - kto chciałby używać czegoś brudnego? 

Dlatego nasze narzędzia trzeba utrzymywać w czystości i tutaj rodzi się pytanie - jak to zrobić i się przy tym nie narobić? Jestem osobą która nie dość, że się uczy i prowadzi social media to jeszcze pracuje więc nie martwcie się, I feel U. Wiem jak to jest nie mieć na nic czasu. Dlatego metoda którą chcę Wam dziś pokazać jest szybka, efektowna i pełna korzyści dla Waszych maleństw. 

Post o ogólnym kosmetycznym jak i pędzlowym BHP na pewno jeszcze zrobię więc jeśli jeszcze nie obserwujesz mojego bloga - koniecznie kliknij przycisk "obserwuj" i nie przegap żadnego ważnego posta! 



Wraz z pędzlami z ROSEGAL do kompletu zamówiłam dwupak myjek do pędzli w kształcie serduszek. Jedna oddałam Wam w konkursie na INSTAGRAMIEa druga zostawiłam do użytku sobie. Myjka jest niewielka, ma jakieś 5 cm, ale świetnie sobie daje radę nawet z większymi pędzlami. Oczywiście jest gumowa i ma miejsce na włożenie w nią dłoni przez co łatwiej jest jej używać. Problem może powstać gdy jak ja zrobicie sobie długie paznokcie - ja na formie do żeli wybieram 3/3,5. Wtedy może być odrobinę ciężej ale wciąż da się jej używać a, że pędzle przy jej użyciu na prawdę szybko się czyszczą to nie zdążycie się nawet zmęczyć. Myjka jest wyposażona w 3 "tarki" - z równoległych pasów, krzyżyków oraz większych i mniejszych kółek.


Ja do małych pędzli najbardziej lubię używać krzyżyków i kółek natomiast do dużych puchaczy równoległych pasów. Dzięki temu wszystkie pędzle, niezależnie od tego do nakładania jakich kosmetyków ich używam są idealnie czyste i do tego mięciutkie! Gdy do mycia używałam tylko mydła często zdarzało się tak, ze były one wyczyszczone tylko powierzchownie - wyżej, bliżej trzonka brud wciąż był a do tego stawały się twardsze i odkształcały. Z myjką tego problemu nie ma - pędzelki są mięciutkie i układają się jak trzeba. 

Koszt kompletu takich myjek to ok 4 dolary. Sprawa fajna bo możecie się jedna podzielić z przyjaciółka i sprawić komuś fajny prezent. Wysyłka jest darmowa i szybka wiec w przeliczeniu na naszą, Polską walutę kosz jest na prawdę niewielki. 

Czy wrócę do mycia pędzli samym płynem lub metoda "o mydło"? Raczej nie. Myjka to spore ułatwienie i na pewno żmudne mycie pędzli dzięki niej odbywa się szybciej i dokładniej. Do tego jest malutka i gumowa dzięki czemu łatwo się ją przewozi a za taką cenę nie trzeba się o nią zbytnio martwić! 

Dwupak myjek hot pink & mint - *CLICK*

Złote pędzle - *CLICK*


A Wy co myślicie o takich myjkach? Używaliście? Jakie macie wrażenia? Koniecznie podzielcie się w komentarzu!

YOUTUBE I INSTAGRAM I ASK I VINTEDSNAPCHAT:SHINYNEKOMURA

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

rebellious


Wiosna ma swój jeden dość nietypowy synonim - zmiany. Przysłowiowo wszystko wraca do życia tak jak i my wracamy do siebie po szarej zimie i dołującej jesieni. Po tym długim okresie smutku i zniechecenia, niecheci do wychodzenia z łóżka i przeklinania minusowej temperatury wracamy wreszcie do życia i odradzamy się na nowo. W naszych głowach dwoją się i troją nowe pomysły na to co by tu ze sobą zrobić bo tym długim okresie wegetacji gdy włosy po prostu wiązaliśmy w kok by nie przeszkadzały a o makijażu nawet nie było mowy bo dodatkowa godzina w łóżku była zbawieniem. Teraz chcemy rozbłysnąć i dać upust naszej twórczej energii i uczuciom które gdzieś tam w nas siedzą. Każdy przecież chce wyglądać dobrze i świeżo!

Dla mnie wiosna jest czymś niezwykle ważnym, zima strasznie mnie tłamsi i wyciąga ze mnie resztki chęci niczym wampir energetyczny. Wiosną czuję się jakby zdjęto mi kajdany. Nie muszę się już ukrywać pod grubą kurtką, mogę swobodnie założyć bluzę albo jakiś fajny top i lekką narzutkę. Mogę pokazać się światu bez ograniczeń. Promienie słońca, kwitnąca zieleń i ciepło ogrzewające mi twarz powodują na mojej twarzy szeroki uśmiech.

W kwietniu czeka mnie masa zmian na które czekałam od dawna a serce nie przestaje mi nawet na moment bić ze szczęścia. Zmienię wreszcie kolor włosów, może zrobię też kilka zabiegów na nie, myślę też nad nowym kolczykiem i będę robić coś, na co czekałam od bardzo, bardzo dawna! Nie zdradzę Wam, jeszcze co to będzie ale jeśli chcecie być na bieżąco to gorąco was zapraszam na snapa GIRLSPACESNAP bo właśnie tam, 24 kwietnia rozwieję wszelkie wątpliwości! W tym miesiącu kupuję też nowego laptopa. Wreszcie. Czekałam na to od dawna bo mój obecny działa tak, że odechciewa się na nim pracować. Strasznie mnie to cieszy bo oznacza to częstsze posty (i może filmiki hmmm?) oraz "przeprowadzkę" z PC-ta na MAC-a! Nie mogę się po prostu doczekać! Czeka mnie też pierwszy lot samolotem czego strasznie się boję. Nigdy nie latałam a same samoloty wywołują u mnie ciarki ale jak wiecie - cel uświęca środki i już nie mogę się doczekać by odwiedzić mojego partnera w jego nowym domu w Irlandii do której się niedawno przeprowadził!











hoodie - *CLICK*
jeans - H&M
shoes - *CLICK*
photos - Magda Bagińska 

W komentarzu koniecznie podzielcie się tym jak Wy odbieracie wiosnę albo jakie macie na nią plany!

wtorek, 21 marca 2017

Red Alert

Ostatni post pojawił się na blogu 19 lutego co daje nam miesiąc i jeden dzień przerwy. Miesiąc i jeden dzień bez postów, miesiąc i jeden dzień w trakcie którego napisałam kilkanaście notek i wszystkie nie opuściły, i nie wiadomo czy opuszcza, wersje robocze. Miesiąc i jeden dzień w trakcie którego kilkukrotnie podchodziłam do zdjęć i za każdym razem coś mi się w nich nie pasowało - albo nie miały klimatu, albo jakość była słaba albo zwyczajnie się sobie nie podobałam. Powiem wam szczerze - przez ten miesiąc i jeden dzień miałam okropnego dola, a to po części tez dlatego, ze nic tu nie opublikowałam.

Jeszcze miesiąc i jeden dzień temu nie miałam pojęcia, ze za trzy dni od momentu pisania tego zdania mój chłopak opuści kraj. Na ile dokładnie? Tego nikt nie wie. Kiedy się zobaczymy? Tego tez nie. Częściej niż kiedykolwiek zaczęłam pojawiać się u niego pod drzwiami bez zapowiedzi, tłumacząc to tym, ze chce spędzić z nim choć jeszcze tą chwile więcej. Jednocześnie im bliżej było wyjazdu tym bardziej coś we mnie mnie blokowało, odpychało. Było wiele kłótni, negatywnego napięcia i dni bez rozmów. Podświadomie się od niego oddalałam bo bałam się nagłego spotkania z rzeczywistością w której jego już nie będzie - będzie setki kilometrów ode mnie.

Wyczuwalnie odbiło się to na moim samopoczuciu i kreatywności. Zdania spod moich palców wychodziły opornie, nie trzeba było być odkrywca by dostrzec jak bardzo są wymuszone. Odczuły to tez moje oceny, bo choć bardzo się starałam to nie dawałam sobie rady. A w końcu poczucie bezsilności wzięło górę, przestałam nawet próbować. JA. Ja przestałam próbować, osoba która wcześniej umiała siedzieć nad książka do ostatniej chwili świadomego myślenia, ja się poddałam. Czułam się opluta przez sama siebie ale nawet gdy gdzies wewnątrz mnie głos rozsądku mówił "weź, książkę, spróbuj jeszcze raz" zaraz uciszała go moja niechęć spowodowana mnogością porażek. W końcu nie wytrzymałam. Na chwile wróciłam do siebie i wtedy przypomniałam sobie, ze kto jak nie ja da radę. Podjęłam decyzje. Zaczęłam uczyć się nawet w pracy.

I wtedy on powiedział stop - mój organizm już nie wytrzymał. Od dawna dawał mi znać, ze powinnam wreszcie odpocząć ale sukcesywnie go ignorowałam i starałam się tego nie widzieć. Bo przyznanie się do słabości byłoby dla mnie jak wymówka a ja ich nie stosuje. Do czasu. Do feralnego wtorku gdy od momentu gdy otworzyłam oczy uderzył mnie świdrujący ból głowy. Starałam się go zignorować i poszłam do szkoły i tak. Zawaliłam. Zawaliłam kolejne zaliczenie z matematyki. Zdołowało mnie to do tego stopnia, że oczy zaszły mi łzami i chciałam zostać sama a ból w głowie się nasilił. Wtedy przyznałam racje swojemu własnemu organizmowi - przesadziłam. Powinnam odpocząć. Wróciłam do domu i... przespałam kolejne 11 godzin.

Dopiero w ten weekend, po czterech miesiącach bez dnia przerwy wzięłam wolne. M z okazji wyjazdu wynajął moje wymarzone mieszkanie. Wreszcie odpoczęłam, wreszcie spędziłam sobotę bez  stresu, ze na 20.30 znów muszę być w pracy, ładnie wyglądać, dać sobie radę ze zmęczeniem i wchodzić w interakcje z niekoniecznie przyjaźnie nastawionymi do mnie ludźmi (nie mówię, ze każdy taki jest - tym który obdarzyli mnie chociaż jednym serdecznym uśmiechem dziękuje z całego serca za odrobinę wyrozumiałości). Wreszcie miałam czas - dla siebie, dla niego, na poukładanie sobie tego wszystkiego w głowie, na pogodzenie się z rzeczywistością.

"Red alert" to tytuł nie przypadkowy. Moje wnętrze już dawno włączyło czerwony alarm który ja umyślnie zignorowalam i ignorowałam go aż do punktu krytycznego gdy zwyczajnie opadłam już z sił. Chce wam tylko na koniec powiedzieć, byście nigdy nie zabrnęli w tak martwy punkt. Ta cała pechowa sytuacja nauczyła mnie jednego - czasem odpoczynek nie jest wymówka i każdy kto ciężko pracuje na niego zasługuje. Kazdy z nas jest inny, każdy ma inny limit i nie możemy, już nie nie powinniśmy, my zwyczajnie nie możemy mierzyć innych swoją miara.









velvet dress - *CLICK*
shoes - Reserved 
Place: Opera i Filharmonia podlaska 

Koniecznie napiszcie w komentarzu co myślicie o zdjęciach! Sporo się zmieniło i staraliśmy też wzbogacić nasz "warsztat". Jestem ciekawa waszych opinii :)

YOUTUBE  I  INSTAGRAM  I  ASK I VINTED

niedziela, 19 lutego 2017

My dear valnetine

Walentynki spędziłam wśród okrzyków, kajdanków i przystojnej męskiej twarzy ale w odróżnieniu od tego co myślicie wcale nie był to Grey a John Wick. Kino z ukochanym, galaretka z owocami i tulipany to idealna propozycja na akurat ten dzień.

Skoro święto zakochanych jak i dzień singla (dzień kota tez) mamy już za sobą to legalnie mogę zacząć mówić o miłości i jednocześnie zostać poprawna politycznie pod każdym względem i nie urazić żadnej strony - tej za i tej przeciw walentynkom. Jeśli przejrzeć moje posty to można wyziagnac jeden wniosek - wszystkie nawiązują do samoakceptacji, lepszego czucia się we własnym ciele i z samym sobą.

Miłość do drugiej osoby jest ważna, miłość do tego co się robi tez ale jest jeden rodzaj miłości który w naszym życiu powinien zajmować szczególne miejsce. Miłość do samego siebie. Zapewne w wielu przypadkach jest ona błędnie odbierana jako narcyzm ale cóż, zdarza się. W praktyce sprawia ona, ze znacie własna wartość, doceniacie swoją osobę a niepoparta faktami krytyka spływa po was bez najmniejszego drgnienia powieki. Miłość do siebie sprawia, ze kochają was tez inni. Ludzie to czuja, czuja czy czujecie się dobrze w stosunku z samym sobą i jeśli tak, oni tez przy was czuja się dobrze.

Miłość do samego siebie to również samoakceptacja bez której ani rusz. Jeśli chcecie coś w sobie zmienić musicie najpierw zaakceptować formę wyjściowa. Nie znaczy to, ze macie powiedzieć "to jest we mnie złe ale cóż, nic z tym nie zrobię" i usiąść na kanapie i dokończyć ósmy pod rząd odcinek serialu. To znaczy ze macie stanąć przed lustrem i powiedzieć "okej, to mi się nie podoba ale zawsze mogę coś z tym zrobić!" Każda walka zaczyna się od decyzji.

Skoro mamy walentynki powinniśmy obchodzić tez święto self love ale nie ma ono swojego miejsca w kalendarzu bo jest codziennie. Codziennie powinniśmy okazywać miłość samemu sobie i ja trenować. Codziennie powinniśmy dostrzegać swoje zalety i akceptować oraz poprawiać wady. Codziennie musimy pracować nad sobą i starać się stać najlepszą wersją samego siebie tak by kiedyś móc powiedzieć "kocham siebie! kocham kim jestem!" i z uśmiechem iść po następne dary życia.









sukienka - *CLICK* // shoes - *CLICK*

SUKIENKA - *CLICK* // BUTY - *CLICK*

Zdjęcia zostały oczywiście wykonane przez mojego ulubionego fotografa dr. Q którego fanpage znajdziecie tutaj - *CLICK*. Jeśli jesteście z Podlasia lub jakimś dziwnym cudem znajdziecie się w okolicach Białegostoku - koniecznie wybierzcie się z nim na foty! 

YOUTUBE I INSTAGRAM I ASK I VINTED


wtorek, 31 stycznia 2017

Brushes matching your phone

Na moim biurku leży i spogląda na mnie złowrogo lista produktów które mam tu dla was zrecenzować. Znajduje się na niej kilka szminek, paletka no i one... przepiękne pędzle w których zakochałam się już wtedy gdy zobaczyłam je na stronie sklepu rosegal.com. No i wpadłam po uszy.


Pędzli nigdy za mało. Nawet jeśli macie już jeden do jakiejś rzeczy, posiadanie drugiego nigdy nie zaszkodzi. Tak na wszelki wypadek. Jakby ten pierwszy się na przykład ubrudził albo gdzieś zapodział a, że przezorny zawsze ubezpieczony to nie będzie trzeba rezygnować z makijażu tylko sięgniecie do szuflady po równie ładny zamiennik. Ja natomiast chciałam zacząć przygodę z bakingiem i od jakiego już czasu szukałam dobrych do tego pędzli.I tu szczerze wam się przyznam, że kupując je zwróciłam uwagę tylko na jednego, mniejszego puchacza a reszta setu była mi obojętna. Tym większe było moje zaskoczenie gdy otworzyłam paczkę i znalazłam komplet 7 na prawdę dobrej jakości i całkiem przydatnych pędzli. Ale po kolei.



W skład setu wchodzi 7 pędzli - 4 duże; ogromny do pudru, mniejszy również do tego, flat top do podkładu oraz jeden trójkątny. Są też 3 małe - dwa różnej wielkości do blendowania i jeden skośny do brwi. Jeśli chodzi o jakość to jak na cenę 12$ jestem pod na prawdę ogromnym wrażeniem. W przeliczeniu wychodzi około 48 zł polskich co oznacza po niecałe 7 zł za pędzel! Cena na prawdę śmieszna a jakościowo zrównały się one z tymi po 80 zł sztuka. Są strasznie miękkie co dla mnie jest na prawdę ogromnym plusem, kocham mięciusie puchacze którymi można czasem pomiziać kogoś po twarzy, nie "zjadają" produktu, a włosie nie wygląda jak sylwestrowa peruka.



Jeśli chodzi o wykonanie to jest to kolejne zaskoczenie. Skoro nie na jakości to musieli na czymś przyciąć budżet i myślałam, że będzie to właśnie to ale, na szczęście, się pomyliłam. Pędzle są wykonane na prawdę solidnie. Mają metalowe, ładnie zrobione rączki które raczej szybko się nie rozpadną oraz mocno osadzone włosie które nie wypada. Kolejny plus a cena wciąż niska.

pędzle - *CLICK*
 Jeśli chodzi o moją opinię to jestem bardzo zadowolona. Lubię oszczędzać pieniądze a tutaj nie dość, że przyoszczędziłam to dostałam jeszcze bardzo dobrej jakości produkt. Pędzelki przeszły już swoją makijażową próbę i mam dzięki temu kilka wniosków. Między innymi odkryłam, ze nie używany jeszcze w trakcie robienia zdjęć pędzelek do blendowania robi całą robotę za nas! Bawiłam się w "wodny" makijaż i przyznam, że wzięłam cień którym przy użyciu innych pędzli zazwyczaj ciężko mi się operowało. A tym? Raz, dwa i po robocie! Przetestowałam również ogromnego puchacza wychodząc tylko na chwilę z domu i chcąc naturalnie utrwalić krem CC i wiecie co? Użyłam pudru sypkiego a efekt był tak delikatny i tak naturalny, że aż nie mogłam uwierzyć! Krem był utrwalony i nie znikł z mojej buzi już po chwili ale mimo tego, że był na niej puder wciąż było widać naturalne glow mojej skóry! Obstawiam, że jest to dzięki bardzo puchatej budowie naszego przyjaciela. Pędzle do bakingu sprawdzają się natomiast fenomenalnie. Produkt nie sypie się z nich jakoś mocno i zarówno wklepywanie pudru jak i "rozciąganie" go po twarzy daje ten sam, świetny efekt. Na wypróbowanie czeka jeszcze flat top oraz skośny pędzelek do brwi ale na pewno wkrótce i im dam szansę!


Jeśli mam być szczera, to nie będzie to ostatni raz gdy kupuję pędzle na takiej stronie. Wam też gorąco polecam spróbować, zarówno jeśli jesteście początkującymi jak i już bardziej zaawansowanymi freakami makijażu. Ja osobiście jestem w nich zakochana i to do tego stopnia, że już planuję kolejne zakupy a na mojej wishliście w tym sklepie figurują praktycznie same pędzle! By bardziej Was zachęcić i dać Wam szansę wypróbowania ich produktów zdradzę Wam, że mam w planach zorganizowanie konkursu gdzie do wygrania będzie taki (lub podobny) set. A w tej chwili zostawiam Was z linkiem do oferty i gorącą prośbą kliknięcia w niego i idę dalej szukać na czym firma przycięła koszta skoro produkt jest tak tani. Jak nie znajdę to już nie wiem czym jest marketing.

ROSE GOLD BRUSHES -> *CLICK*

YOUTUBE I INSTAGRAM I ASK I VINTED



wtorek, 24 stycznia 2017

CHOKER GIVEAWAY - WIN 1 OF 2 SETS!

Okrągła liczbę obserwatoriów wbiliscie na moim blogu wbiliscie już jakiś czas temu a ja obiecywałam wam z tej okazji niespodziankę. Dziś jest wreszcie ten moment gdy rozwieję tajemnice i powiem co dla was tyle szykowałam.


Chciałam Wam podziękować za 200 obserwatorów które stuknęło mojemu blogowi jakiś czas temu. Jestem z tego strasznie zadowolona bo dokonaliśmy tego w niecały rok od kiedy na prawdę zaczęłam zajmować się ta strona. Z tej okazji postanowiłam zorganizować dla was konkurs w którym możecie wygrać jeden z dwóch zestawów chokerow!


Chokery to hit ostatnich sezonów wiec wybrałam dla was dwa zestawy: cute i grunge złozone z najładniejszych chokerow z każdego stylu. Żeby wygrać jeden z zestawów wystarczy spełnić kilka prostych kroków:

•publicznie obserwować mojego bloga (gadżet obserwacji jest po prawej stronie)
•w komentarzu wpisać nazwę pod jaką obserwujesz mojego bloga + email kontaktowy
•napiszcie który zestaw chokerow chcielibyście wygrać

Choker 1 - *CLICK* // Choker 2 - *CLICK* // Choker 3 - *CLICK* // Choker 4 - *CLICK*

I to wszystko! :) konkurs trwa do 20 lutego

Losowanie dwójki zwycięzców będziecie mogli obejrzeć na InstaStory na moim IG


YOUTUBE I INSTAGRAM I ASK I VINTED

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka